Stolica 19.05.1985 r.

Biblioteka im. Marii Dąbrowskiej

Biblioteka im. Marii Dąbrowskiej

19 maja 1985 roku mija dwudziesta rocznica śmierci Marii Dąbrowskiej, pisarki która przeżyła dwie wojny światowe i dwukrotne powstawanie Polski. 
Maria Dąbrowska z domu Szumska urodziła się 6 października roku 1889 w Russowie pod Kaliszem w zubożałej rodzinie ziemiańskiej. Ojciec powstaniec roku 1863 pracował jako administrato majątków ziemiańskich. W latach 1906-07 Maria studiowała nauki przyrodnicze, socjologię i filozofię w Lozannie, w roku 1908 przeniosła się na brukselski uniwersytet Libre. Podczas studiów związała się z polskimi młodzieżowymi działaczami niepodległościowymi. Wyszła za mąż za emigracyjnego działacza PPS Mariana Dąbrowskiego. Za datę jej debiutu literackiego przyjmuje się rok 1912, chociaż zachowały się wcześniejsze teksty publicystyczne. Na początku wieku Maria Dąbrowska czynnie związała się z ruchem spółdzielczym, później organizowała oświatę ludową. Po przewrocie majowym należała do intelektualistów protestujących przeciw ograniczeniu swobód obywatelskich i metodom stosowanym wobec więźniów politycznych.
W roku 1917 przeniosła się wraz z mężem na stałe do Warszawy - miasta, w którym wcześniej skończyła pensję Pauliny Hewelke.
Miejsce w literaturze polskiej zapewniła sobie Maria Dąbrowska epicką powieścią "Noce i dnie". Poprzez studium dziejów kobiety ukazała zmiany obyczajowe i socjologiczne społeczeństwa polskiego na przełomie XIX/XX wieku. Ukazała w niej również wydarzenia historyczne nurtujące ówczesne społeczeństwo. Powieść ta do dziś cieszy się poczytnością, jak podaje Tadeusz Drewnowski w latach 1968-1972 w miejskich bibliotekach publicznych w Polsce statystyczny egzemplarz "Nocy i dni" wypożyczano rocznie 35,5 razy. Zrealizowany przez Jerzego Antczaka na podstawie powieści film cieszyła się dużym powodzeniem i znalazł się wśród najbardziej kasowych filmów polskich.
Do poczytnych utworów należą również zbiory opowiadań "Ludzie stamtąd" i "Opowiadania". O pierwszym tomie pisał Kazimierz Wyka: "krytyk staje bezradny niczym astronom, który by gołym okiem widział gwiazdę oczywistej jasności, a wymierzyć instrumentami swoimi nie potrafił, na tle jakich konstelacji się ona przesuwa".
Utwory Dąbrowskiej są realistyczne, dotyczą zwykłych spraw ludzkich i jak powiedziała w wywiadzie prasowym: "Źródłem moich natchnień pisarskich nie była w ogóle literatura, lecz jedynie obyczaj, styl, język i losy mego otoczenia. To nie jest żaden tytuł do chwały czy dumy. Najwięksi twórcy czerpali z tradycji literackiej. Po prostu u mnie było inaczej; może dlatego, że we wczesnej młodości mniej żyłam literaturą, niż to bywa u ludzi mających zostać pisarzami. I że pisarzem we właściwym znaczeniu zostałam stosunkowo późno, kiedy jest się juz mniej podatnym na wpływy literackie".
Do roku 1954 Maria Dąbrowska mieszkała w Warszawie przy ul. Polnej 40 m. 31, w mieszkaniu tym znajduje się Jej Muzeum - Oddział Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza. Z ulicy Polnej przeprowadziła się w Aleje Niepodległości.
W dwa lata później 67-letnia pisarka postanawia przenieść się pod Warszawę, odpocząć od zgiełku ruchliwej Alei Niepodległości. 22 listopada kupiła niewykończony domek jednorodzinny przy ul. Słowackiego 7 w Komorowie. Małej miejscowości o zabudowie willowej położonej przy trasie kolejki WKD o 30 minut od centrum Warszawy. Niedaleko w Stawisku mieszkał Jarosław Iwaszkiewicz.
Domek wykończyła Maria Dąbrowska własnym staraniem, początkowo spędzała w nim tylko lato, potem przeniosła się na stałe do Komorowa. Zamieszkała razem z przyjaciółką Anną Kowalską. Autorka "Nocy i dni" została otoczona opieką mieszkańców Komorowa. W rozwiązywaniu problemów dnia codziennego pomagali jej między innymi lekarz Mieczysław Ancerewicz i kierownik miejscowej szkoły Henryk Kotoński. Pani Maria polubiła spokój i ciszę Komorowa. Lubiła pracować w swoim ogródku, spacerować zacisznymi uliczkami lub po pobliskim lesie razem z foksterierem Dylem. Trochę pisała, malowała. W archiwum miejscowej szkoły noszącej dziś imię Marii Dąbrowskiej zachowały się kreślone jej ręką korespondencje: 
Kierownictwu, Nauczycielom i wszystkim Uczennicom i Uczniom Szkoły w Komorowie dziękuję z całego serca za życzenia złożone mi z okazji siedemdziesiątej rocznicy urodzin. Bardzo żałuję, ze w żaden sposób nie mogłam być tego dnia w Komorowie i przyjąć Was osobiście. Raz jeszcze dziękuję i przesyłam Wszystkim najlepsze pozdrowienia i uściśnienia. 13.10.1959 Maria Dąbrowska (podaję za Henrykiem Kotońskim).
W pamięci mieszkańców Komorowa została jako cicha, skromna starsza pani. Jak wspomina Henryk Kotoński: "Jakoś wiosna i początek lata 1964 wpłynęły dobrze na samopoczucie Pisarki. Znowu odbywała spacery, krzątała się po ogródku i pełna była nowych projektów. Kiedy (...) odwiedzaliśmy Ją podczas wakacji, pokazywała nam z radością swoje nowe kwiaty i krzewy, wysuwała projekty zmian w ogródku i zobowiązywała nas do przyjścia z pomocą w zabezpieczeniu domu przed nawilgoceniem ścian. Prace te miały odbyć się po wakacjach. Niestety, była to nasza ostatnia rozmowa. W jesieni stan zdrowia pogorszył się i nastąpił wyjazd do szpitala w Warszawie".
Ze szpitala wyszła tylko na krótko, dziesięć dni spędziła w Komorowie i z powrotem musiała wrócić do szpitala. Zmarła w nim 19 maja 1965.
W swoim testemencie przeznaczyła dom w Komorowie na cele społeczne - Dom Pracy Twórczej lub bibliotekę, zastrzegła sobie również, by nie robić w nim Muzeum.
W pierwszą rocznicę śmierci pisarki w komorowskiej szkole odbyła się skromna uroczystość z udziałem rodziny i najbliższych przyjaciół, podczas której przeniesiono miejscową bibliotekę do domu Marii Dąbrowskiej. Henryk Bereza przedstawił twórczość pisarki, Elżbieta Barszczewska przeczytała fragmenty prozy. Po części oficjalnej uczestnicy przeszli do domku zmarłej artystki. Na budynku pojawił się nowy napis "Biblioteka Publiczna im. Marii Dąbrowskiej". Biblioteka zajęła dawną część mieszkalną domku - trzy pokoje, kuchnię i przedpokój.
Obecnie biblioteka powiększyła swój metraż, poprzez przebudowę kuchni uzyskano dodatkowy pokój. Mieści się w nim księgozbiór dla dzieci i młodzieży. Pokój, w którym mieszkała Maria Dąbrowska został przeznaczony na pamiątki po niej. Znajdują się w nim jej skromne meble, rzeczy osobiste, zdjęcia, malowane przez nią pastele, wydania "Nocy i dni" oraz "Opowiadań" w językach obcych. Odwiedzające bibliotekę wycieczki mogą usłyszeć z magnetofonu głos Marii Dąbrowskiej odczytującej fragment napisanego na ul. Polnej opowiadania "Tu zaszła zmiana": Weźmy tylko sam widok z okna pokoju, w którym piszę. Ileż razy patrząc nań w ciągu lat mijających powtarzałam jak przyśpiew słowa z wiersza "Sen" Mickiewicza "Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia". W sąsiednim pokoju urządzona jest czytelnia oraz księgozbiór popularnonaukowy. Księgozbiór beletrystyczny mieści się w czwartym pokoju.

tekst i zdjęcia Dariusz Otto

Odrodzenie nr 8, 24.02.1985 r.

Kto co czyta?

Kto co czyta?
Fot. Piotr Malarski

Ten dom właścicielka przeznaczyła "dla dobra mieszkańców na bibliotekę". Tak napisała w swym testamencie Maria Dąbrowska. W tym roku minie 20 lat od śmierci pisarki i tylko rok mniej od uruchomienia biblioteki. Jak pełni dziś swą rolę placówka nosząca imię autorki "Nocy i dni"? 

Biblioteka w podwarszawskiej miejscowości na trasie elektrycznej kolejki dojazdowej. Komorów to nie tylko osiedle, ale i sąsiednia wieś - razem ok. 4 tys. mieszkańców. Większość osób tu zamieszkałych dojeżdża do pracy lub szkoły w Pobliskim Pruszkowie i w stolicy. W czytelni biblioteki znajdują się wszystkie powojenne wydania encyklopedii, słowników. Na półce tkwi nawet opasłe tomisko "Kto jest kim", a więc jedna z ostatnich nowości wydawniczych. Do najliczniejszych działów miejscowego księgozbioru należy literatura popularno-naukowa, a w niej opracowania dotyczące historii Polski i historii powszechnej, językoznawstwa, socjologii i historii literatury. Tę specyfikę biblioteki określa fakt, że znaczna część stałych czytelników to ludzie związani z nauką i oświatą, wykładowcy, studenci. Biblioteka w Komorowie ma tradycje sięgające okresu przedwojennego. Podczas okupacji hitlerowskiej uratowano część księgozbioru, przechowując książki w domku miejscowego ogrodnika. Po wyzwoleniu wiele książek powróciło od osób, które wypożyczyły je przed wybuchem wojny. Wszystko to złożyło się na skromny kilkusettomowy zalążek dzisiejszego księgozbioru. A ten liczy już 12 tys. tomów.

W pierwszych latach powojennych biblioteka działała w skromnych warunkach, zajmując w miejscowym sołectwie pokoik o powierzchni 12 m kw.! To nie to co dziś: starannie wyremontowana willa po zmarłej pisarce przy ul. Słowackiego 7. Wśród trzech pokoi bibliotecznych czytelnia pełni funkcję mini-muzeum (właściwe muzeum pisarki mieści się w Warszawie przy ul. Polnej). Pamiątkowe sprzęty i przedmioty przywołują postać Marii Dąbrowskiej. Jej biurko - sekretera, okulary, pióro, pamiętny słomkowy kapelusz i laska; na ścianach akwarele malowane własnoręcznie przez pisarkę; duży portret zmarłej i dawny sztych francuski z dedykacją: "Drogiej przyjaciółce Marii Dąbrowskiej w dniu jej urodzin z serdecznością i wdzięcznością - Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie, 1959 r."

Maria Dąbrowska mieszkała w tej willi razem ze swą przyjaciółką i literatką, Anną Kowalską i córką Tulą. Komorów to było ulubione miejsce pani Marii od 1957 roku (rok wcześniej kupiła niewykończony dom) i od tego czasu aż do śmierci (maj 1965) często tu przebywała. Należała do szczególnie szanowanych mieszkańców podwarszawskiego osiedla (Komorów i dziś chwali się swymi szacownymi postaciami. Tu mieszka znany literat Władysław Terlecki, stąd pochodzi aktorka filmowa Maja Komorowska).
Wisława Cholewicka i Wanda Kłosińska - bibliotekarki z Komorowa - zajmują się nie tylko wypożyczaniem książek, pełnią rolę przewodników po willi tak mocno związanej z życiorysem pisarki. Pani Wisława, kierowniczka biblioteki o wieloletnim doświadczeniu, znała osobiście pisarkę. Mówi o niej jak o kimś bardzo bliskim.
W rozmowie z nami dodała: - Tysiąc stałych czytelników, w tym 300 młodzieży, oto podstawa naszego działania. Jest zatem komu książki wypożyczać. Sto wypożyczeń dziennie to nasza przeciętna. Jest też i dla kogo organizować imprezy oświatowo-czytelnicze. W cyklu spotkań ze znanymi literatami i działaczami kultury gościli u nas całkiem niedawno: Jan Dobraczyński, Zbigniew Flisowski, Władysław Terlecki, Lesław Bartelski, Zbigniew Florczak, Hanna Muszyńska-Hoffmanowa, i wielu innych. Organizujemy też wieczory autorskie dla dzieci. Ze szczególnie dużym aplauzem najmłodszych spotkała się autorka książek dla młodzieży Wanda Żółkiewska i znany rysownik-gawędziarz Szymon Kobyliński.
Grażyna Mrozowska, jedna z członkiń licznego Koła Przyjaciół Biblioteki im. Marii Dąbrowskiej, pracownica Zakładu Produkcji Tarcz Ściernych w Pruszkowie, jest stałą i wierną czytelniczką biblioteki. Książki pożycza co tydzień dla całej rodziny. Co sama czyta najchętniej? Klasyków kryminału - Conon Doyle'a i Agatę Christie, książki o tematyce lotniczej, a więc Meissner, Skalski, Arct, Schinele. Skąd to ostatnie zainteresowanie? To po ojcu, który kiedyś szykował się do lotnictwa, a wojna przekreśliła jego plany życiowe.

Mąż pani Grażyny czytuje książki wojenne, fantastyczno-naukowe. Takie też tytuły musi dostarczyć do domu rodzinny zaopatrzenioweic. Bywa, że sama czyta i literaturę ambitniejszą, nawet tę niełatwą, choćby "Ulissesa" Joyce'a. Tu dodaje: - Kryminały czyta się dla odprężenia, kiedy człowiek jest zmęczony i zalatany. Prozę ambitniejszą biorę do ręki przy lepszym nastroju i na tak zwanym luzie. Wtedy można taki tekst właściwie odbierać, nawet go smakować. A wogóle to jestem entuzjastką książek, w przeciwieństwie do telewizji, która oglądana z przesadą jest największym złodziejem wolnego czasu.

Do innej kategorii wypożyczających książki należy Waldemar Gosk, 25-letni student, który kończy w tym roku polonistykę. Mówi: - Jestem czytelnikiem biblioteki od 12 lat. Podczas studiów trzecią część podstawowej lektury zapewniła mi tutejsza placówka.

*

O tym jak odmienne warunki działania miewają niekiedy podobne placówki przekonujemy się w sąsiadujących ze sobą bibliotekach. Biblioteka w Komorowie jest jedną z dwu filii Biblioteki Gminnej w Michałowicach. I ta właśnie gminna placówka gnieździ się i ledwo dyszy w maleńkim parterowym baraku. Kiedyś w baraku tym mieściła się szkoła gminna. Dziś szkoła działa w nowo wybudowanym obok budynku, a baraczek służy... rozwojowi czytelnictwa. W jaki sposób? Oto połączono dwie lekcyjne sale. Brak tu wody, wszelkich wygód. Biblioteka ma za to jarzeniowe oświetlenie. Pewnie dlatego, że ten rodzaj oświetlenia jest szczególnie zalecany (?) do czytania...

Ta jedna jedyna sala pełni funkcję biblioteki, czytelni i magazynu księgozbiorów. Salka ta służy także jako poczekalnia dla dzieci. W chwili gdy zajrzeliśmy tu trwała przerwa po lekcjach. Trzy ośmioletnie dziewczynki, uczennice pobliskiej szkoły wypożyczały książki. Jedna z uczennic, Ewa Święcicka, odrabiała nawet lekcje zadane w szkole, a nam oświadczyła, że "zawsze czeka tu na powrót rodziców z pracy. Tata i mama pracują w Warszawie". Pomyślałem sobie: niełatwe to czekanie. Dlaczego? Ano dlatego, że biblioteka czynna jest w godzinach popołudniowych (do godz. 18:00), trzy razy w tygodniu. Gdzie więc ma czekać dziecko na rodziców w pozostałe dni - we wtorki i czwartki? Biblioteka działa wtedy tylko od 10:00 do 15:30...

Brak pomieszczeń uniemożliwia utworzenie odrębnego działu dzieci i młodzieży - mówi kierownik biblioteki Andrzej Róg. Choć barak jest ciasny, biblioteka dzieli to pomieszczenie z pracownią zajęć praktycznych sąsiedniej szkoły. W tej niełatwej sytuacji lokalowej dwuosobowy personel biblioteki robi co może. Są tu wzorowo prowadzone katalogi, estetyczne napisy informują o działach biblioteki. Z portretów wiszących na ścianie spoglądają jakby z niemym wyrzutem Mickiewicz i Słowacki...

Połowa korzystających z biblioteki w Michałowicach to młodzież szkolna. Czeka tu na nią 7 tysięcy tytułów, najczęściej lekturowych (łączny księgozbiór 14 tys. tomów). Michałowice to jedna z gmin najbardziej zaludnionych w okręgu podstołecznym. Ponad 10 tys. mieszkańców na terenie o pow. 35 km kw. Miejscowe wsie Opacz, Reguły, Nowa Wieś (tu działa druga filia gminnej biblioteki), Pęcice, Suchy Las, Sokołów... Ciekawe jednak, że tylko 12 proc. mieszkańców gminy utrzymuje się z rolnictwa (czytaj: warzywnictwa itp.) Pszczelarze, sadownicy, warzywnicy to ci, którzy korzystają z fachowej rolniczej literatury. Najczęściej zimą, kiedy siedzi się w domu i nie musi wychodzić na uprawiane pole, do sadu czy pasieki. Reszta to przeważnie chłopi-robotnicy. W Michałowicach dominuje innt typ czytelnika aniżeli w Komorowie. Ale i o niego trzeba dbać na równi z tamtymi, osiedlowym.

*

Sytuacja w podstołecznych placówkach jest podobna, jak w innych rejonach kraju. Spośród 9,5 tys bibliotek publicznych - 6,5 tys przypada na biblioteki gminne i ich filie. Stanowią większość i decydują o rozwoju czytelnictwa w kraju. A jaka jest sytuacja lokalowa i wyposażeniowa tych placówek? Zdecydowanie zła. Jak informuje departament bibliotek, domów kultury i działalności społeczno-kulturalnej MKiS - prawie połowa placówek pracuje w nieodpowiednich warunkach lokalowych i wyposażeniowych. Ciasne, zaniedbane pokoje biblioteczne; gnieżdżenie się kątem; wynajmowanie skromnych pokoików u prywatnych właścicieli i gospodarzy wiejskich, którzy w każdej chwili mogą wycofać się z wynajmu. Sytuacja ta dotyczy zwłaszcza filii bibliotek gminnych. Jest ich w kraju około 5 tys. Polepszenie warunków lokalowych i sprzętowych około 2,5 tys. placówek filialnych jest więc konieczne.

Wezwanie to kierujemy do administracji terenowej, do gminnych, miejskich i wojewódzkich rad narodowych. Niedawno wybrane rady muszą pamiętać, że troska o potrzeby własnego terenu jest ich podstawowym obowiązkiem. Tędy wiedzie droga do tego, by trafić z książką nawet do odległych małych miast i wsi, wszędzie tam gdzie "diabeł mówi dobranoc".

Bogdan Brózda

Ekspres Wieczorny, 1 marzec 1980

Maria Dąbrowska

Kontakty moje z Marią Dąbrowską w czasie urzędowania w Ministerstwie Kultury i Sztuki nie były bliskie, chociaż rodziny nasze znały się od dawna, bo jeszcze przed pierwszą wojną światową - z Kalisza, gdzie ojciec mój, Michał Sokorski, pracował w gminazjum w charakterze profesora języka polskiego. Z czasów krakowskiego "Życia" ojciec przyjaźnił się z Grabcem-Dąbrowskim, bratem Mariana, męża Marii. W mieszkaniu Grabca przy ulicy Wiejskiej bywaliśmy po 1918 roku często. Przyjaźniłem się z Oleną i Jurkiem Dąbrowskim, bratankiem Marii, chłopcem wysoce uzdolnionym, niestety, przedwcześnie zmarłym. Fragmenty jego "Dziennika" drukowała kilka lat temu "Twórczość".
Oczywiście w tamtych latach dla pani Marii nie istniałem i nasza właściwa znajomość datuje się z konferencji Związku Literatów w Łodzi w 1947 r. Przy czarnej kawie pani Maria spytała mnie, czy jestem z "tamtych Sokorskich", a gdy potwierdziłem, zainteresowała się losem Michała, mojego ojca, który przed wojną, jak powiedziała, martwił się, że ma syna komunistę, ale teraz to mu chyba na dobre wyszło. Wyjaśniłem, że Michał w 1943 r. wstąpił do PPR i w czasie wojny pracował z Zenonem Kliszko i Henrykiem Szafrańskim, więc nie musiał zabiegać o moją protekcję.
Z Marią Dąbrowską spotykaliśmy się później wielokrotnie na posiedzeniach Rady Kultury i Sztuki, natomiast w moim urzędowym gabinecie p. Maria bywała rzadko i niechętnie. Dopiero po XI sesji Rady, która w roku 1954 dokonała poważnej korekty w dotychczasowej działalności resortu, kontakty moje z panią Marią stały się bliższe i serdeczniejsze, zwłaszcza że w swojej twórczości wykazywała coraz większe zrozumienie dla celów i zadań realizowanych w Polsce Ludowej.
Bolesław Bierut osobiście przywiązywał wielką wagę do pozyskania Marii Dąbrowskiej i z jego inicjatywy została jej w 1955 roku przyznana Nagroda Państwowa pierwszego stopnia, bardzo dobrze przyjęta przez środowisko literackie. Był to z resztą okres poważnego ożywienia jej pracy literackiej. Udałem się więc do jej domku w Komorowie, by panią Marię o tej decyzji zawiadomić. Przyjęty zostałem serdecznie i chociaż Dąbrowska nie kryła się ze swoimi zastrzeżeniami do aktualnej polityki kulturalnej, przyznawała, że cały ten trudny okres Polska przeszła stosunkowo obronną ręką, "zgodnie z naszą tradycją narodową, która unikała niepotrzebnych ofiar i dbała o to, co w nas samych jest własne". 

Pan chyba wie najlepiej – dodała – że jeszcze przed wojną byłam socjalistką, mimo że różniła nas metoda i to, co można nazwać "sprawą człowieka myślącego", oczywiście bez żadnych osobistych aluzji.

Przy okazji zwróciła mi uwagę na wydane ostatnio moje książki dodając z nieco złośliwym uśmiechem: 

Pan się chyba marnuje w tym ministerstwie, mógłby pan pisać i to nie tylko artykuły o socjalistycznej sztuce. Ma pan niezłe wyczucie przyrody i dobre dialogi. Wygrał pan podczas wojny los na loterii i nie godzi się swoich możliwości nie wykorzystywać w czasach pokoju, o ile oczywiście nasz czas można tak nazwać.

Gdy próbowałem oponować, dorzuciła:

Polityka dotyczy losów ludzkich, literatura ludzkich charakterów. Człowiek jest po prostu bogatszy niż najlepszy nawet system. Bogatszy i ciekawszy, chociaz często bezradny. Nie zawsze wielkie zagadnienia mieszczą się w życiu człowieka. Należy mniej od ludzi wymagać. Człowiek powinien żyć, pracować, myśleć, mieć swoje kaprysy, swoje potrzeby, swoje zamiłowania, swoje drobne satysfakcje i kiedy mu się nie przeszkadza, wszystko się jakoś ułoży. Niech pan pamięta o miejscu pojedynczego człowieka. Pan, polityk i może trochę pisarz.

Byłem pod dużym wrażeniem tej rozmowy i odwiedzałem również panią Marię w czasie jej choroby i różnych trudności. Rozmawiałe ze mną coraz bardziej szczerze. Nie raz wracaliśmy do domu przy ulicy Wiejskiej. Dom zresztą stoi do dnia dzisiejszego, podobnie jak ładnie odnowione i zakonserwowane mieszkanie Marii Dąbrowskiej przy ulicy Polnej. Utworzono tu muzeum pani Marii. Oddano je do użytku szerokiej publiczności w 15 rocznicę jej śmierci.
Podczas jednego z ostatnich spotkań w Komorowie pani Maria pewnego razu powiedziała mi:

Umierać nie jest łatwo, panie Włodzimierzu, ale trzeba. Zmęczyłam się życiem i zmęczyłam chorobą. Jestem jak pożółkły liść, który wysechł, żeby upaść i nie wiadomo, czego się trzyma, żeby istnieć. Dług swój wobec ojczyzny wypełniłam. Niczego więcej nie napiszę. Może kilka uwag na marginesie swojego życia, ale nie wiem, czy potrafię. „Przygody człowieka myślącego” zostaną nie zakończone, lecz czy należy kończyć? Niech to zrobią inni, zaczynając od początku. Tak bywa zawsze, może dlatego ludzkość się nie starzeje. Ale co z tego? Człowiek pisze słowa, w które wierzy, a potem czytają inni, którzy dziwią się, że tak można było myśleć. To też jest życie, z którego trzeba składać rachunek przed własną śmiercią.

Pocałowałem panią Marię w obie małe, drobne ręce i wyszedłem. Nikt mnie nie odprowadzał. I może dlatego ten wieczór został mi tak w pamięci.
 

Włodzimierz Sokorski
Z lewej trybuny

Trybuna Mazowiecka, 22 maja 1970 rok

W 5 rocznicę śmierci M. Dąbrowskiej

W piątą rocznicę śmierci pisarki Marii Dąbrowskiej w Komorowie (pow. pruszkowski) na domu, w którym mieszkała, a w którym obeznie znajduje się biblioteka jej imienia, zamieszczona została tablica pamiątkowa o treści:

Dom Marii Dąbrowskiej.
Tu mieszkała i tworzyła 1957 - 1965

Odsłonięcia tablicy dokonał wiceprzewodniczący Prez. PRN - mgr Henryk Lipiński. Tablicę ufundowali członkowie Koła Przyjaciół Biblioteki im. Marii Dąbrowskiej w Komorowie.
Na uroczystość przybyli przedstawiciele władz terenowych i Biblioteki Wojewódzkiej oraz Powiatowej. Pisarz Janusz Teodor Dybowski przypomniał zebranym postać i twórczość autorki "Nocy i Dni".
Końcowym akcentem obchodów była uroczysta Sesja GRN w Komorowie, poswięcona działalności biblioteki. 
 

w. e.

Przegląd księgarski i wydawniczy nr 11 (528) 15 czerwca 1967

Kłos złoty i srebrne...

Kłos złoty i srebrne...

W Komorowie, w domu, w którym ostatnie dni życia spędziła Maria Dąbrowska, mieści się biblioteka publiczna. Tu odbyła się jedna z uroczystości w związku z otwarciem nowego etapu konkursu "Złotego Kłosa".

"Złoty Kłos" - inaczej

18 maja odbyła się w siedzibie redakcji "Dziennika Ludowego" w Warszawie uroczysta inauguracja konkursu "Złoty Kłos dla Twórcy, Srebrne dla Czytelników", organizowanego pod protektoratem Ministra Kultury i Sztuki Lucjana Motyki.
     Na uroczystość przybyli przedstawiciele władz ZSL, Ministerstwa Kultury i Sztuki, ZLP, księgarstwa, Związku Młodzieży Wiejskiej, dyrektorzy bibliotek wojewódzkich, kierownicy wyróżnionych bibliotek powiatowych i gromadzkich oraz czytelnicy-uczestnicy poprzednich etapów konkursu, przedstawiciele prasy, radia i telewizji.
     Na spotkaniu ogłoszono regulamin nowego V etapu konkursu. W myśl postulatów nadsyłanych do redakcji przez uczestników i organizatorów - poczyniono zmiany w regulaminie i w zasadach konkursu.
     A więc, po pierwsze - główny kierunek tegorocznych wysiłków organizatorów konkursu będzie skierowany nie na ilosć uczestników, lecz na poziom odpowiedzi konkursowych. W poprzednich konkursach nagrody dla bibliotek i placówek kulturalnych przyznawano przede wszystkim za największą liczbę zwerbowanych do konkursu czytelników i zebranych od nich kuponów konkursowych. W obecnym etapie nie pogoń za osiągnięciami ilościowymi, ale rzetelna praca z książką, rzeczywista aktywizacja środowisk wiejskich, zwłaszcza klubów, bibliotek, kół ZMW w organizowaniu czytelnictwa literatury współczesnej, poprzez imprezy czytelnicze i upowszechnieniowe będą kryteriami decydującymi o sukcesie w konkursie.
     Nie obarcza się także terenowych organizatorów konkursu, szczególnie bibliotekarzy, zbieraniem kuponów konkursowych i przygotowywaniem danych statystycznych o przebiegu imprezy. Wypowiedzi o przeczytanych książkach będą wysyłane przez czytelników bezpośrednio do redakcji "Dziennika Ludowego". Pod uwagę brany będzie w tych wypowiedziach własny, sformułowany na miarę możliwości każdego piszącego, indywidualny sąd o książce, będący niezbędnym dowodem, że książka ta została rzeczywiście przez niego przeczytana.
     Nowy regulamin pozostawia swobodę czytelnikom w doborze książek: "...dobór lektury dowolny spośród literatury współczesnej polskiej lub tłumaczonej na język polski, zwłaszcza spośród książek wydanych w latach 1966-1967. Pomocą będą przykładowe opisy książek ogłaszane w "Dzienniku Ludowym", biblioteki i wydawnictwa, informacje o książkach podawane w prasie, radio i telewizji, bądź opracowywane przez bibliotekarzy, księgarzy oraz doświadczonych czytelników. Zaleca się przy tym wybieranie zarówno powieści i opowiadań, jak też pamiętników, wspomnień, reportaży, opisów i podróży, książek z różnych dziedzin wiedzy interesujących czytelnika...".
     W nowych warunkach oczekiwać należy szerokiego przekroju tytułów, które staną się przedmiotem wypowiedzi uczestników konkursu. Stąd też wynika potrzeba wzmożenia informacji dla czytelników wiejskich o tym wszystkim, co znajduje się na rynku księgarskim z publikacji lat 1966 i 1967. Jest to niewątpliwie nowe zadanie dla księgarń. 
     Zamiast dotychczasowych kuponów przewidziane są karty uczestnictwa; znajdą się one niebawem w bibliotekach, księgarniach, klubach wiejskich i kołach ZMW.
     Zwiększy się także ogólna liczba nagród, kosztem pojedynczych, przesadnie nieraz wygórowanych nagród, fundowanych w poprzednich etapach konkursu.
     Tak z grubsza wygląda obecny "Złotego Kłosa". Jakkolwiek spotykaliśmy się w czasie trwania poprzednich jego etapów z różnymi opiniami na temat tej imprezy i jej wartości dla upowszechniania książki na wsi, jej - jak to okreslono - sportowego charakteru, nie mozna zaprzeczyć, ze jest to jedyny w takiej skali prowadzony konkurs, znany powszechnie i już popularny na wsi; że symboliczny "Złoty Kłos" w wielu środowiskach stał się naprawdę bodźcem do zainteresowania książką współczesną, co więcej, zainteresowanie to jest trwałe. Wznawiany obecnie - po rocznej przerwie - konkurs niewątpliwie ma już utorowaną drogę do czytelników, jednakże aktywny udział w jego popularyzacji wszystkich współorganizatorów: Domu Książki, Związku Młodzieży Wiejskiej, redakcji "Dziennika Ludowego" i wszystkich organizacji i instytucji zainteresowanych w upowszechnieniu książki na wsi jest niezbędny.

Informacja o uroczystościach inauguracji tegorocznego konkursu "Złotego Kłosa" oraz fotoreportaż:

18 maja w gmachu NK ZSL w Warszawie odbyła się inauguracja największej imprezy czytelniczej, konkursu pod nazwą "Złoty Kłos dla twórcy, Srebrny - dla czytelnika", organizowanego co roku pod patronatem Ministra Kultury i Sztuki, przez Dom Książki, redakcję "Dziennika Ludowego" i Związek Młodzieży Wiejskiej.
     W godzinach popołudniowych uczestnicy konferencji zwiedzili gromadzką bibliotekę publiczną im. Marii Dąbrowskiej w Komorowie. Siedzibą biblioteki jest dom przy ul. Kraszewskiego 3, w którym ostatnie lata życia spędziła autorka "Nocy i Dni".
     Następnie w Podkowie Leśnej odbyła się uroczystosć otwarcia osiedlowej biblioteki i nadania jej imienia Poli Gojawiczyńskiej, która po wyjściu z Pawiaka, mieszkała w tej miejscowości. Bibliotekę otworzył mieszkaniec tego osiedla, prezes ZLP Jarosław Iwaszkiewicz.

 

uczestnicy uroczystości zwiedzili bibliotekę im. Marii Dąbrowskiej w Komorowie
uczestnicy uroczystości zwiedzili bibliotekę im. Marii Dąbrowskiej w Komorowie

W rocznicę śmierci Marii Dąbrowskiej

Biblioteka w Komorowie

W ulubionej podwarszawskiej miejscowości Marii Dąbrowskiej - w Komorowie, otwarto wczoraj bibliotekę - czytelnię jej imienia. Placówka ta mieści się zresztą w domku Marii Dąbrowskiej, pisarka bowiem ofiarowała go miejscowemu społeczeństwu.
Uroczystość inauguracyjna, na którą poza rodziną i najbliższymi przyjaciółmi Marii Dąbrowskiej przybyli liczni goście, odbyła się w sali miejscowej szkoły. Jej kierownik - H.Kotoński powitał zebranych, przypominając w krótkich słowach serdeczne i żywe stosunki, które łączyły autorkę Dni i Nocy z tutejszym społeczeństwem. H. Kotoński powiedział, iż ulicy Brzozowej, którą bardzo lubiła spacerować Maria Dąbrowska, nadano obecnie jej imię.
W dalszej części uroczystości literat Henryk Bereza wygłosił prelekcję o pisarstwie Marii Dąbrowskiej, a fragment prozy Marii Dąbrowskiej odczytała Elżbieta Barszczewska.
Po części artystycznej zebrani udali się do domu Marii Dąbrowskiej gdzie obecnie znalazła siedzibę Gromadzka Biblioteka Publiczna im. Marii Dąbrowskiej. W pierwszym pokoiku mieści się księgozbiór - ponad 7 tys. tomów. W następnym jest czytelnia dla dorosłych. Tu też zgromadzono kilka pamiątek po Marii Dąbrowskiej: Jej sekretera - biurko, okulary, pióro, słomkowy kapelusz i laska, parę wazoników a na ścianach akwarele malowane przez Marię Dąbrowską i jej duża fotografia. W trzecim pomieszczeniu urządzono, w błękitnych barwach, czytelnię dla dzieci. Wszystko tchnie świeżością i spokojem, pachnie bzami, które wszędzie rozstawiła kierowniczka tej biblioteki (i od dziesięciu lat bibliotekarka Komorowa) Wisława Cholewicka.
Domek Marii Dąbrowskiej został wyremontowany siłami społecznymi Komorowa i jedynie meble zakupiono z dotacji Wojewódzkiej Rady Narodowej. W przyszłości komorowianie mają jeszcze zamiar urządzić klub w dużej suterenie domku.

(K.Wyh.)